
- Image by Stuck in Customs via Flickr
Czasami mam takie dni, gdy wszystko jest cudem…budze sie z widokiem wschodu slonca nad placem koscielnym w naszym malym, obsypanym zlotem miasteczku…przenosze sie do kuchni tylko po to, aby gapic sie na barwy drzew w ogrodzie – przez rose na oknie i pare z kawy…
Czasami po drodze do autobusu polykam garsciami szczegoly poranka na przykoscielnym cmentarzu z wielkim klonem i ginko bilboa pochylajacymi sie na spokojnymi grobami; sledze strumyk porannego, chlodnego jeszcze slonca na pobudzonych do zycia nocnym deszczem mchach i kocich lbach….
Brakuje mi dzis Budapesztu…bo wokol piekno, ktore wrecz fizycznie boli! A tak czulam sie ostatnio wlasnie w Peszcie!
Pozdrawiam Peszenskie Anioly!:) I dziekuje, ze mnie czytaja!










Budapeszt tez za Toba teski…i to bardzo….
A ja za Toba, Aniu!:) Caluje! xxx