
- Image by James Whitesmith via Flickr
Ostatnio cos los daje mi wiele znakow dotyczacych mojej obecnosci na sieci. Poczatkowo myslalam, ze jest jej za duzo, ale to nie o to chodzi. Odnosze wrazenie, ze zmieniam sie i jest wiele rzeczy, które chce zachowac dla siebie i znajomych – cala ta globalna blogosfera jest fajna, ale nie chce dzielic sie z nia wszystkim…Zaczynam wiec rozgryzac najlepsze rozwiazania, i choc wiem, ze ten blog pozostanie na sieci, przekonana jestem, ze czytanie jego bedzie ograniczone do kilku znajomych.
A jesli chodzi o mnie to jest raczej pozytywnie. Weekendowe spotkanie z Eflka przynioslo mi ukojenie i choc moze czuje emocjonalnego kaca i jakis smutek, ze nie mieszkamy blizej siebie – to zaraz po tej mysli dochode do wniosku, ze odleglosc nie ma znaczenia. Jakbym mogla, to zamieszkalabym w miasteczku, w ktorym kazdy kolejny domek zamieszkiwany jest przez bliskie mi osoby. Ale zycie jest jakie jest, i w sumie takie spotkania po przejechaniu dziesiecioma srodkami komunikacji sa pelniejsze;)
Dzis znow spotykam sie z kims nowo poznanym, wiec zobaczymy, co przyniesie wieczor. Lubie tego typu projekty, bo uzmyslowiaja mi jak bardzo nie umiem mowic o uczuciach – nawet na blogu i w pamietniku slabo jakos o nich pisze…Wreszcie zaczynam palic swiece, sluchac Piaf na starej, winylowej plycie, gapic sie w zachod za oknem, nad przepiknym ogrodem. Mam nadzieje, ze podziele sie kiedys tym wszystkim z jedna osoba, i z wszystkimi przyjaciolmi:)
Pozdrawiam, milego tygodnia!









