
- Image via Wikipedia
Proszę, pomózcie mi…dwa tygodnie temu zadzwonił do mnie pan, który podał się za agenta sztuki i powołując się na moją wystawę w ramach Oxford Artweeks zaprosił do wystawiania prac w dwóch hotelach i sprzedawania ich przez jego stronę (koszt roczny 15GBP). Gdy odpowiedziałam, że zerknę na stronę zakończył rozmowę ‘Super, powodzenia!’.
Widzicie, ja mam tendencję do osądzania ludzi po tym jak odpowiednio do sytuacji się zachowują. Tego tekstu nie zrozumiałam – bo powodzenia nie potrzebuję, sprzedałąm w tym roku dość prac, aby zwróciły mi się koszty wystaw!
Zerknęłam na stronkę, bardzo zresztą podstawową i napisałam do niego, że nie podoba mi sie jeden z punktów umowy, i że chcę wystawiać w galeriach, ale zastanowię się i dam znać. Po powrocie z Amsterdamu pomyślałam, a co tam. Zobaczmy jak działa świat agentów. Umówiłam się na spotkanie.
Dziś się z gościem spotkałam. Spóźnił się 15 min, więc prawie się rozminęliśmy (miał szczęście, że Dawid potrzebował iść do wc, bo byśmy wyszli). Pojawił sie w szortach i koszulce – to tutaj chyba taka moda na luz, więc ok. Powtórzył, co wiedziałam i z zupełnym założeniem, że ja już jestem na tak powiedział, że prace składamy 26go (mam wtedy imrezke, a on na to: a to nic, to 27go – doh, poniedzialek!). Musimy je zawieźć na miejce (hotel w Bath i hotel w Reading) a on ‘pomoże’ te prace rozwiesić. (-masz doświadczenie w wieszaniu? -tak. – a, to super!). Sprzedaż nie jest jeszcze dopracowana, bo to nowa firma (‘ale mamy ambitne plany), jedno jest pewne – to ja musze jechac i uzupelnic kolekcje, jesli ktos cos kupi. A jak beda zabierane prace zakupione? Czy w hotelu ktos to zalatwia? Nie, no przeciez. (nie powiedzialam mu, ze latwiej by bylo miec stala wystawe a na zamowienie zakupione prace wysylac).
A za ten cały zamęt z zawożeniem, niby-niby sprzedażą, samodzielnym uzupełnianiem (ja nie mam samochodu, i nie będę pociagiem jeździła z jedną fotką! no błagam!) pan sobie potrąci 50% dochodu.
Tia. Schoda, że się nie rozminęliśmy.
Chociaż, może i dobrze. Przygotowało mnie to do podobnych przygód, bo chciałabym w pewnym momencie mieć pośrednika, agenta, alboco. Ale jak już faktycznie będę miała popyt i wysokie mniemanie o sobie.
Nie chcę, aby mnie tu źle zrozumiano – nie uważam się za wielką artystkę, ale też uważam moją fotografię za cholernie ważny element mojego życia. I nie chcę obniżać pewnych standardów. Może w UK artyści sprzedają w hotelach, ale jakoś już bardziej bym się pogodziła z myślą sprzedania fotki dla Ikei (bo Ikeę lubię!), albo jakościowego hotelu na przyjaznych warunkach, gdzie za to, że komuś coś odpalę ten ktoś faktycznie wszystko za mnie zorganizuje.
(Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że pojęcie usług w UK jest popieprzone).
Tymczasem myślę o wystawie zbiorowej grupy Flickr w Jam Factory w Oxfordzie w październiku. Kosztowała mnie 25GBP składkowego z winkiem na poczęstunek włącznie (więc już dziś zapraszam na otwarcie;)) i poznałam dzięki niej fajnych ludzi. Nic nie muszę robić, bo sala już wynajęta. O, dla nich, pojadę i sama powieszę tę fotkę.
Dla pana za 50% nie. Tankju!:P
![Reblog this post [with Zemanta]](http://img.zemanta.com/reblog_e.png?x-id=41e14302-9097-4003-a85f-fd1ba058243b)









