Kanały:
Wpisy
Komentarze

Jestem dzikim czlowiekiem

rose

Wiecie, moje Imieniny to moje wlasne Swieta Bozego Narodzenia – ulubiony dzien w roku;) Ten, w ktorym zupelnie nieskromnie ciesze sie z zycia i bycia soba. Mialam wczoraj piekny wieczor, dostalam sliczne roze i tak przegadalismy nawet polnoc, wiec to ‘dzisiaj’ rozpoczelo sie wczoraj;)

Natomiast teraz zerkam na siec w poszukiwania znaczenia mojego slowa i jestem zalamana, ile smieci-stron mi wyskakuje. Wiekszczosc prawie tematyka przypomina niedawno wspomniany mi Kretyn.com, ale przytocze kilka, ktore daja sie zacytowac;).

Prosze, tutaj dowiaduje sie, ze jestem dzikim czlowiekiem:)

Silvius- leśny. Imię oznaczające osobę, która jest dzikim człowiekiem.
Marzycielki, które w przypadku trudności potrafią się załamać i zniechęcić. Życie biorą takim jakim jest. Nie są łatwe w pożyciu często przechodzą szybko od szalonego podniecenia do głębokiej depresji. Są jak gołębie, wiodą ożywioną egzystencję i nieraz burzliwe życie rodzinne, ale trudno się nudzić w ich towarzystwie, gdyż są pełne wdzięku.
Pochodzenie:łacińskie
Zdrobnienia:Sylwka, Sylwusia, Sylwunia, Sylwuś

To jeszcze OK, choc z tym porownaniem do golebia to ja sie nie zgadzam, bo nie mam tego..ehm…wdzieku, nie?No i szczescie, ze nie wspominaja wersji SYLWANA, ktorej nie moglam przelknac na polskim w liceum…

To chyba ma jakis sens, choc szuwarow…nie, nie lubie:

Imię Sylwia związane jest z lasem, po łacinie silva . Pierwsza Sylwia, a ściślej Rea Silvia, pojawia się na samym początku legendarnej historii Rzymu – tak się bowiem nazywała dziewczyna, która za sprawą boga Marsa (który od tego momentu stał się opiekuńczym bóstwem Rzymian), poczęła dwoje bliźniąt, Romulusa i Remusa, przyszłych założycieli Wiecznego Miasta. Cała ta opowieść najwyraźniej pochodzi z czasów, kiedy świat, dziś cywilizowany, pokrywały przepastne puszcze, a ludzi i zwierzęta łączyła intymna, szamanistyczna więź. Synami Silvii opiekują się bowiem zwierzęta poświęcone Marsowi: dzięcioł i wilczyca. Liczba imienia Sylwia (także wtedy, gdy jest pisane Silvia) wynosi sześć. Jest to w pełnej zgodzie z tym, co powiedzieliśmy, gdyż ze wszystkich liczb właśnie szóstka najsilniej kojarzy się z życiem dzikiej przyrody i z nieznużonym, corocznym odradzaniem się żywych istot. Szóstka jest również liczbą harmonii – takiej, jaką najłatwiej jest odnaleźć właśnie w świecie mało zaburzonym ręką człowieka. Zgodnie z tą liczbą i z legendą imienia, Sylwie są marzycielskie i zawsze ciągnie je, niby wilka, do lasu. Nawet żyjąc w wielkim mieście potrafią zadbać o kontakt z przyrodą i najlepiej wracają do sił gdzieś nad wodą, wśród szuwarów i szumu starych drzew. Mają też wrodzone zamiłowanie do poezji, snów i mistyki, o którą coraz trudniej w nerwowym życiu naszej epoki. A ponieważ swoją rolę w historii Sylwii odegrał również Mars, kiedyś patron wojowników, a dziś – sportowców, zwykle Sylwie potrzebują ruchu i za młodu próbują kajakarstwa lub jeździectwa. Mimo wrażliwej natury Sylwie nie są sentymentalne i potrafią brać życie takim, jakie jest. Gdy przychodzi czas życiowej próby, w duszy Sylwii rozsądek zwycięża nad marzycielstwem. Imię Sylwia najbliższe jest znakom żywiołu wody, a więc Rybom, Skorpionowi i Rakowi. Można je polecić także Pannom, Strzelcom i Koziorożcom, ale pod warunkiem, że Księżyc ma silną pozycję w ich horoskopie. Również dla dziewcząt ze znaku Barana nie będzie ono niewłaściwe. Mniej odpowiednie jest to imię dla dbałych o wygody Byków i Wag.

Nie wiedzialam, ze imiona maja liczby, moja szczesliwa to osiem, wiec tez tak to chyba troche naciagane…Fakt, ze ten tekst jest przepisywany bez podawania zrodla troche mnie przerazil (tu, tu i tu)!

I wreszcie Ksiega Imion:

Sylwia jest choleryczką, o szybkich reakcjach. Jest ruchliwa, nie może usiedzieć w miejscu. Wydaje jej się, że ma coś do przekazania światu. Nie jest łatwa w pożyciu. Przechodzi szybko od szalonego podniecenia do głębokiej depresji. Jest introwertyczką, zapatrzoną w swój wewnętrzny światek. Sprawia wrażenie osoby bardzo pewnej siebie, ale często są to pozory. Sylwia jest konsekwentna w swych postanowieniach, zdecydowanie realizuje swoje cele życiowe. Nie znosi autorytetów, sama bowiem chce nim pozostać.

Jak widac, nie jestem latwa, ale dzis ciesze sie z tego mojego szuwarkowego autorytetu! Pozdrawiam!

Czasami…

The Bamboo Forest and some great Twitter Lists...
Image by Stuck in Customs via Flickr

Czasami mam takie dni, gdy wszystko jest cudem…budze sie z widokiem wschodu slonca nad placem koscielnym w naszym malym, obsypanym zlotem miasteczku…przenosze sie do kuchni tylko po to, aby gapic sie na barwy drzew w ogrodzie – przez rose na oknie i pare z kawy…

Czasami po drodze do autobusu polykam garsciami szczegoly poranka na przykoscielnym cmentarzu z wielkim klonem i ginko bilboa pochylajacymi sie na spokojnymi grobami; sledze strumyk porannego, chlodnego jeszcze slonca na pobudzonych do zycia nocnym deszczem mchach i kocich lbach….

Brakuje mi dzis Budapesztu…bo wokol piekno, ktore wrecz fizycznie boli! A tak czulam sie ostatnio wlasnie w Peszcie!

Pozdrawiam Peszenskie Anioly!:) I dziekuje, ze mnie czytaja!

Prywatnie

Whitby Abbey
Image by James Whitesmith via Flickr

Ostatnio cos los daje mi wiele znakow dotyczacych mojej obecnosci na sieci. Poczatkowo myslalam, ze jest jej za duzo, ale to nie o to chodzi. Odnosze wrazenie, ze zmieniam sie i jest wiele rzeczy, które chce zachowac dla siebie i znajomych – cala ta globalna blogosfera jest fajna, ale nie chce dzielic sie z nia wszystkim…Zaczynam wiec rozgryzac najlepsze rozwiazania, i choc wiem, ze ten blog pozostanie na sieci, przekonana jestem, ze czytanie jego bedzie ograniczone do kilku znajomych.

A jesli chodzi o mnie to jest raczej pozytywnie. Weekendowe spotkanie z Eflka przynioslo mi ukojenie i choc moze czuje emocjonalnego kaca i jakis smutek, ze nie mieszkamy blizej siebie – to zaraz po tej mysli dochode do wniosku, ze odleglosc nie ma znaczenia. Jakbym mogla, to zamieszkalabym w miasteczku, w ktorym kazdy kolejny domek zamieszkiwany jest przez bliskie mi osoby. Ale zycie jest jakie jest, i w sumie takie spotkania po przejechaniu dziesiecioma srodkami komunikacji sa pelniejsze;)

Dzis znow spotykam sie z kims nowo poznanym, wiec zobaczymy, co przyniesie wieczor. Lubie tego typu projekty, bo uzmyslowiaja mi jak bardzo nie umiem mowic o uczuciach – nawet na blogu i w pamietniku slabo jakos o nich pisze…Wreszcie zaczynam palic swiece, sluchac Piaf na starej, winylowej plycie, gapic sie w zachod za oknem, nad przepiknym ogrodem. Mam nadzieje, ze podziele sie kiedys tym wszystkim z jedna osoba, i z wszystkimi przyjaciolmi:)

Pozdrawiam, milego tygodnia!

Londyn

Sous le ciel de Paris (XIX)
Image by Reinante El Pintor de Fuego via Flickr

Jutro Londyn, całkiem niespodziewanie! Zostałyśmy z koleżanką z Global Voices zaproszone na spotkanie w Ministerium Sportu na temat tego, jak rząd może uczyć się mowych rozwiązań technologicznych w komunikacji z obywatelami. Nie jestem do końca przekonana, czy jest to możliwe, ale ostro wiąże się z tematyką Barcamp Transparency, który organizowałam z kolegą tego lata w Oksfordzie, a poza tym poznam koleżankę z projektu. Lubię spotykać ludzi z Global Voices, bo mamy podobne podejście do życia. Poza tym skusiła mnie prezentacja Jeffa Jarvisa – Amerykanskiego dziennikarza, blogera, który kiedyś pisał o etyce i którego bardzo cenię. No i tak troszkę kolacja w Galerii Narodowej – bo to mój ulubiony budynek w całej stolicy. A na deser nocleg u przyjaciółki!:)

Przez Global Voices zostałam też zaproszona na konferencję na początku grudnia w Skopje, więc mam kolejny niespodziewany urlop opłacony! Traktuję to jako prezent bożonarodzeniowy;)

Wszystko to koi brak pozytywnych reakcji na codzień i jakoś zaczynam się uśmiechać:)

Wiadomość dnia: MissPilat ma dziś Urodziny, więc i tą drogą przesylam buziaki!

W weekend jedziemy z Dawidem odwiedzić Elfkę, bardzo bliką mi osobę, która jest w ciąży i już niebawem będzie miała maleństwo w ramionach!:) Nie mogę się doczekać widoku brzuszka!:)

W przyszłym tygodniu – LISTOPAD, mój ukochany! 4go spotykam się z paroma osobami zainteresowanymi marketingiem na sieci i mam nadzieję, że moja prezentacja zaowocuje ciekawymi, raczej lokalnymi kontaktami. W następny weekend może podjadę spotkać Gabesz, przyzjaciółkę ze studiów, a później odwiedzi nas inna koleżanka, też Węgierka z kółka teatralnego, która właśnie została…policjantką w UK!

I co jeszcze? Zaprosiłam Rodziców na sześć tygodni, poznałam ciekawego człowieka, zaczynam znów pisać i fotografować, a nasza wystawa w Jam Factory trafi niebawem do programu na Channel 4 (kręcą w czwartek, więc nie wiem, kiedy pokażą). Kto by pomyślał, że to moje zbdurne zdjęcie autobusów w Oxfrodzie trafi do telewizji – normalnie cyrk!

Przeszli mi już faceci z przeszłości, choć się nadal czasem to jeden, to drugi odezwie – totalnie ich ignoruję i cieszę tym, co mam. Trochę nadal czuję się pasywna, ale już jest zdecydowanie lepiej!

No i @agakwiat niebawem będzie w Londku! Proszę, same dobre wiadomości;)

Reblog this post [with Zemanta]

Spotkanie

In the moonlight
Image by janusz l via Flickr

Spotkałam ciekawego człowieka…

Reblog this post [with Zemanta]

Lekko, delikatnie…

Wqurwiona

bunter_november
Image by elbfoto via Flickr

Znowu! Coś często mam takie..no..agresywne tytuły postów:)

Czuję się lekko zdenerwowana, gdyż zupełnie bezpodstawnie zostałam dziś opieprzona przez telefon za to, że nie zapłaciłam dziecku za przedszkole i że zapomoga, na którą czekam od miesięcy (nie chodzi o kasę ale o burdel w jej przyznawaniu, jak już jest:P) będzie przeznaczona na pokrycie długu. Zadecydowano po drugiej stronie linii telefonicznej!

Wiecie, to szczęście, że pańcia zadzwoniła do mnie pod koniec dnia biurowego, bo tak mnie poniosło, że urwałam się parę minut z pracy aby opieprzyć panie w przedszkolu. Nie zrozumcie mnie źle – nauczycielki są super, a Dawid kocha to miesce – tylko ja się męczę z biurem!

Zanim doszłam już to załatwiły i chciały mnie uspokoić, ale tylko napomknęłam, że zabiorę dziecko gdzieś indziej.

Sama już nie wiem, jak tu walczyć z 1. głupotą, 2. burdelem, 3. chamstwem (przez telefon i tak w twarz). Po prostu chyba jestem z innej planety.

A jutro wszyscy będą się do mnie uśmiechać!Grr…

Ale poza tym jest całkiem, całkiem. Nadal rozglądam się za innymi możliwościami i myślę o tym, jak tutaj najciekawiej zaplanować kolejnych parę miesięcy, może trochę ruszyć się z domu. Koledzy z GV naciągają mnie na zjazd blogerów w Bejrucie, ale jego organizator to pan, który podpadł mi tego lata, więc oszczędzę sobie przygód. Alternatywnie zachęcają mnie do zorganizowania wystawy w Kairze w granicach wiosennej konferencji telefonii komórkowej – bo ja to już jestem oficjalnie mianowana GEEKETTE;) Ale chyba nic z tego nie wyjdzie, choć kusi mnie ucieczka przez dość zimnym w tym roku Wantage!

W pracy mam kilka nowych, ciekawych osób, a co za tym idzie jest…przynajmniej ciekawie i dowiaduję się o wszystkich memach blogwych jakie ostatnio przegapiłam;)

Czekam na mój ulubiony listopad, mam nadzieję, że przyniesie zmiany!

Reblog this post [with Zemanta]

Czasami…

sunrise in the city
Image by Tattooed JJ via Flickr

…potrzebuję czasu, aby dotrzeć do własnych prawd i wartości! Czasem dobre słowa przyjaciół są bardzo potrzebne. Bo wiecie, ja bardzo wierzę, że jest na świecie pewnego rodzaju harmonia i gdy jesteśmy troszkę tacy zagubieni, życie wskazuje nam drogę drobnymi znakami. W ostatnich tygodniach przeszłam cholernie męczącą grę potyczek i upadków, ale też skromnych wzlotów i niesamowitego wsparcia. Mimo wyzwań, wiele sobie wywalczyłam, i choć wydaje mi się, że los zbytnio zaczyna mną sterować, wydaje mi się, że nadal mam dość dużą kontrolę.

I jakoś tak w ogóle wiele rzeczy widzę dziś inaczej. Nie udały mi się dwie sprawy – propozycja stanowiska na bardzo wygodnym, spokojnym stołeczku w samym środku miasta, o którym marzę – Oxfordu, oraz mój program uczenia blogowania – dziś dowiedziałam się od szefowej programu, że moja studentka jest niezadowolona z tego, jak zarządam wymaganiami wobec niej! (Dobrze, że w ogóle czegoś się dowiedziałam, bo dziewczyna zupełnie mnie ignorowała od pieciu tygodni jej sześciotygodniowego kursu, i moje wysokie wymagania to parę maili i blog, który zaczęłam dla niej pisać:/).

Ciesze się więc, że nie dostałam dziś decyzji z miejsca, które jest moim marzeniem i właściwie poprzeczką, którą już powoli chciałabym przekroczyć, bo wiem, że mnie na nią stać.

Dało mi to bowiem czas na zastanowienie się nad tym, co tak na prawdę chcę zrobić ze swoim życiem. I doszłam do kilku wniosków – jak zwykle w gorącej kąpieli przy świecach;) – do których nie doszłabym będąc nadal w parze, gdyż nie byłam dość skupiona. Wstępnie chciałam się wypłakać, tak jakoś jak Magda by się chyba spodziewała…ale nie dałam rady, bo ani nie czuję lęku o przyszłość, ani całkowitego poddania się. A im dłużej czekałam na płacz, tym więcej pomysłów przychodziło mi do głowy na kolejne miesiące i na to, co mogę zrobić z alternatywnymi rozwiązaniami. I wydaje mi się, że przyjełam złe wytyczne – bo ostatecznie liczy sie tylko Dawid i to, gdzie mieszka i do jakiej pójdzie szkoły, a resztę trzeba będzie dostosować.

Może to fakt, że dostałam wstępne prawo jazdy (tak, nie mam go jeszcze!), a może fakt, że zmuszona zostałam pomyśleć…a może to, że wstajemy ostatnio o szóstej do szkoły i pracy i jakoś taka jestem zachwycona wschodem słońca, który widzę nad stopami jak budzę się, znad łóżka, które mam przy oknie sypialni…A może to różowe zachody słońca,  jakimi raczy nas w Wantage jesień…może kasztany, które zbieram dla synka w parku pod pracą i ten zbliżający się mój ukochany listopad? A może fakt, że czytacie te moje przemyślenia i poprawiacie po każdym poście, w którym widzicie, że piszę coś, co jest nie do końca moim (dziękuje, Malgo, za komentarz do niedzielnego postu o facetach – wiem, nie jestem ofiarą i mam siłę o tym mówić, i będę;)). A może muzyka Huecco i Chambao, która tak pięknie koi te moje babskie zachwiania…

Wiem już, dlaczego kupiłam sobie na iPhone‘a naklejkę ‘Fali’ Hokkusai. Bo taka właśnie jestem spięniona, rozpędzona, trochę porwana z prądem ale też bardzo wzburzona! A im bardziej wiatr mnie biczuję, tym bardziej zaczynam się stawiać. Może właśnie tak wiele potrzeba, aby stać się tą starą Sylwią, którą większość z Was pamięta?

Jutro rano realia znów mnie zapewne porwą, może troszkę podtopią ale wiem już, że powraca moja stara odwaga, ale nie tak z głębi mnie, och nie – tylko dzieki Waszym ciepłym słowom:) Bez nich byłabym nikim!

Reblog this post [with Zemanta]

tak o pracy…

i nie tylko o pracy

;)

notatki

wordle

Starsze wpisy »